Witam Was Robaczki! :3
Przed wami kolejny rozdział, mam nadzieję, że nie jest tak okropny jak mi się wydaje. Nie chciałam go dzisiaj dodawać, ale dokończyłam go wczoraj w nocy (niech mi ktoś następnym razem przypomni, że nie mogę pić w ogóle kawy) i tak jakoś... Postanowiłam go dzisiaj wrzucić jednak.
Poza tym znalazłam słodkiego one shota z Brencerem, którego właśnie tłumaczę, mam nadzieję, ze wam się spodoba. Wkrótce go wam pokażę.
A tak w ogóle to Merry Easter, bo już sama nie wiem czy to Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Mam nadzieję, że wszyscy jesteście najedzeni do syta, szczęśliwi i z szerokimi uśmiechami spędzacie dzisiejszy dzień z rodziną :)
Nie przeciągam już,
Indżoj!
***************
W Londynie postanowili zabawić chwilę dłużej. Na pewno dłużej
niż dwa dni, jak w Nowym Jorku. Od momentu ich małej przygody na
London Eye, Blair i Brendon przechodzili samych siebie, czego
chwilami Spencer nie mógł znieść. Rzucali do siebie dwuznaczne
teksty i stroili dzikie miny. Do tego gdy tylko zostawali sami nawet
na mniej niż minutę, Smith mógł być pewien, że zastanie ich
przyklejonych do siebie. I wcale mu to nie przeszkadzało, cieszył
się szczęściem przyjaciela, jednak uczucie bycia piątym kołem u
wozu nieco mu doskwierało. Nie mówiąc o wielu niezręcznych
sytuacjach, jednak chyba tylko Spencer to tak odbierał.



