Hej Misie!:3
Nawet nie wiecie jak bardzo mi przykro. Ostatnia notka była miesiąc temu! Przepraszam! Chcę wam tylko powiedzieć, że nie porzuciłam tego opowiadania. po prostu jest trudne do napisania i zaczęłam się od niego dystansować. A to jedna z najgorszych rzeczy jaka mogła mi się przytrafić. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, co?
W każdym razie przybywam z nową notką, której nawet nie sprawdziłam jakoś dokładnie. Chciałam wam to jak najszybciej pokazać, żeby jakoś zatrzeć złe wrażenie.
Tak więc,
Indżoj!
***************************
Oczywiście wybrali podróż samolotem. Tak było szybciej i mniej
stresująco, chociaż kobieta w biurze podróży starała się
przekonać Spencera do podróży autobusem i „podziwiania
krajobrazu Europy”, który zapewne głównie był skromnym lasem
przy autostradzie. Ustąpiła dopiero kiedy Spencer westchnął i
spokojnie, aczkolwiek dobitnie, powiedział jej, że nie interesują
go krajobrazy, po prostu chce się jak najszybciej znaleźć w
Polsce. Mógł po prostu wybrać się z laptopem do najbliższej
kawiarenki i kupić bilety samodzielnie, ale tak miał zajęcie na
dłuższy czas.
Lot nie trwał długo, prawie jak podróż pociągiem z miasta do
miasta. Ameryka była ogromna, a każdy ze stanów był dość
rozległy. W europie wszystko wydawało się zupełnie inne.
Mniejsze, bliższe, starsze, dostojniejsze i bardziej przyjazne.
Ludzie mówili dziwnymi językami, inaczej wyglądali i inaczej się
zachowywali.