on poniedziałek, 27 maja 2013
Hej Misie!:3 
Nawet nie wiecie jak bardzo mi przykro. Ostatnia notka była miesiąc temu! Przepraszam! Chcę wam tylko powiedzieć, że nie porzuciłam tego opowiadania. po prostu jest trudne do napisania i zaczęłam się od niego dystansować. A to jedna z najgorszych rzeczy jaka mogła mi się przytrafić. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, co? 

W każdym razie przybywam z nową notką, której nawet nie sprawdziłam jakoś dokładnie. Chciałam wam to jak najszybciej pokazać, żeby jakoś zatrzeć złe wrażenie. 

Tak więc, 
Indżoj!
***************************




Oczywiście wybrali podróż samolotem. Tak było szybciej i mniej stresująco, chociaż kobieta w biurze podróży starała się przekonać Spencera do podróży autobusem i „podziwiania krajobrazu Europy”, który zapewne głównie był skromnym lasem przy autostradzie. Ustąpiła dopiero kiedy Spencer westchnął i spokojnie, aczkolwiek dobitnie, powiedział jej, że nie interesują go krajobrazy, po prostu chce się jak najszybciej znaleźć w Polsce. Mógł po prostu wybrać się z laptopem do najbliższej kawiarenki i kupić bilety samodzielnie, ale tak miał zajęcie na dłuższy czas.
Lot nie trwał długo, prawie jak podróż pociągiem z miasta do miasta. Ameryka była ogromna, a każdy ze stanów był dość rozległy. W europie wszystko wydawało się zupełnie inne. Mniejsze, bliższe, starsze, dostojniejsze i bardziej przyjazne. Ludzie mówili dziwnymi językami, inaczej wyglądali i inaczej się zachowywali.
on niedziela, 21 kwietnia 2013

Hej Misie! 
Przed wami kolejny rozdział, troszkę mniej sensacyjny niż poprzedni. Ale mimo wszystko mam nadzieję, że nie będzie tak źle i wam się spodoba :) 

Indżoj! 
************************ 






W milczeniu weszli do swojego wynajętego mieszkanka. Brendon opadł na drewniane kuchenne krzesło i opierając łokcie o stół ozdobiony poszarzałym obrusem, podpiera głowę rękami, zakrywając twarz. Oddychał niespokojnie i głośno, jakby przebiegł właśnie maraton. Ale dokładnie tak się czuł. Był zmęczony i miał dość. Pragnął zwinąć się w kłębek i się nie ruszać. Znów czuł się dzieckiem, znów czuł się mały i nic niewarty. A wszystko przez jedno, głupie spotkanie. Z jego gardła wydobył się niekontrolowany szloch, który szybko stłumił, bo przecież nie może płakać. Nie przez niego. Nie zasłużył na to, by poświęcać mu tyle czasu, ile zabiera płakanie. Ale mimo wszystko łzy zbierają się pod jego powiekami i przeklina się za to, że jest taki słaby i beznadziejny.
on niedziela, 14 kwietnia 2013

 Przed wami kolejny rozdział. Mam nadzieję, że wam się choć troszkę spodoba? Już nie jest taki tęczowy, przynajmniej mi się tak wydaje. 
Nie przedłużając... 

Indżoj! 
************************** 






Znaleźli centrum handlowe, gdzieś w centrum miasta i właśnie się po nim włóczyli, z kubkami w dłoniach, ponieważ lody i dość mokra pogoda sprawiły, że chcieli odrobinki ciepła. Brendon trzymał Blair pewnie za rękę, co jakiś czas lekko ściskając jej dłoń lub gładząc kciukiem miękką skórę.
- Chciałeś mieć kiedyś jakąś moc? - zapytała ni z tego, ni z owego Blair, wpatrując się w szyby wystawowe, które mijali. Co jakiś czas jej wzrok zawieszał się na czymś dłużej, ale jednak nie potrafiła się skusić na nic z tych sieciowych sklepów. Wybierała zazwyczaj niewielkie butiki na zakupy.
- Moc? - Brendon lekko zmrużył oczy, nie będąc do końca pewnym co dziewczyna ma na myśli. Pociągnął łyk ze swojego papierowego kubka, rozkoszując się karmelową latte, wiedząc że później będzie go od tego prawdopodobnie bolał żołądek. Czymże jest chwila cierpienia, w porównaniu z taką rozkoszą? Podobnie myślał o tatuażach.
on niedziela, 31 marca 2013

 Witam Was Robaczki! :3 

Przed wami kolejny rozdział, mam nadzieję, że nie jest tak okropny jak mi się wydaje. Nie chciałam go dzisiaj dodawać, ale dokończyłam go wczoraj w nocy (niech mi ktoś następnym razem przypomni, że nie mogę pić w ogóle kawy) i tak jakoś... Postanowiłam go dzisiaj wrzucić jednak. 

Poza tym znalazłam słodkiego one shota z Brencerem, którego właśnie tłumaczę, mam nadzieję, ze wam się spodoba. Wkrótce go wam pokażę. 

A tak w ogóle to Merry Easter, bo już sama nie wiem czy to Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Mam nadzieję, że wszyscy jesteście najedzeni do syta, szczęśliwi i z szerokimi uśmiechami spędzacie dzisiejszy dzień z rodziną :) 

Nie przeciągam już, 
Indżoj! 
*************** 







W Londynie postanowili zabawić chwilę dłużej. Na pewno dłużej niż dwa dni, jak w Nowym Jorku. Od momentu ich małej przygody na London Eye, Blair i Brendon przechodzili samych siebie, czego chwilami Spencer nie mógł znieść. Rzucali do siebie dwuznaczne teksty i stroili dzikie miny. Do tego gdy tylko zostawali sami nawet na mniej niż minutę, Smith mógł być pewien, że zastanie ich przyklejonych do siebie. I wcale mu to nie przeszkadzało, cieszył się szczęściem przyjaciela, jednak uczucie bycia piątym kołem u wozu nieco mu doskwierało. Nie mówiąc o wielu niezręcznych sytuacjach, jednak chyba tylko Spencer to tak odbierał.
on niedziela, 24 marca 2013

Hej Misie :3 
Przed wami kolejny, trzeci już, rozdział Later Will Be Better. Cóż, jedyne co mam do powiedzenia, to że jeśli ktoś lubi słodkie scenki, to chyba znajdzie tutaj coś dla siebie :) 

Ach, no i jeszcze mam pewną propozycję. Myślę, że jeden rozdział na tydzień to troszkę mało (cóż, Niektórym się to nie podoba :P ) i tak pomyślałam, że może wzięłabym się za jakieś tłumaczenie? Ja poćwiczyłabym angielski i wy poznalibyście jakieś nowe (mam nadzieję!) opowiadanie jakiegoś dobrego autora. Co wy na to? I jeśli tak, to może jakieś bromance? :)

Tak, długi wstęp, więc... Ekhm...

Indżoj! 
************************






Kiedy Spencer obudził się rano, lekko obolały, ale wyspany jak nigdy, przez chwilę leżał jeszcze z zamkniętymi oczami, rozkoszując się miękkim materacem. Nie spał tak od wieków i nie miał ochoty robić nic innego, poza leżeniem w wygodnej pościeli.
Nagle coś mu się przypomniało i gwałtownie usiadł na łóżku. Nie było mowy o leniuchowaniu. Był tu z Brendonem, którym powinien się opiekować. Wyskoczył z łóżka jak poparzony, sprawdzając szybko godzinę. Była 10.00, co naprawdę było osiągnięciem. Spał jakieś 12 godzin.
Nie kłopocząc się z ubieraniem na siebie większej ilości ubrań, otworzył drzwi dzielące dwie części pokoju. Po drugiej stronie jednak nikogo nie było. Spencer szybko naciągnął na siebie pierwsze lepsze ubrania i łapiąc komórkę i klucz, wyszedł z pokoju. Idąc w kierunku windy, wybrał numer Brendona, ale ten nie odbierał. Klnąc w myślach wcisnął guzik parteru z zamiarem sprawdzenia hotelowej restauracji. Na 4 piętrze do windy wsiadła jakaś kobieta, która obrzuciła go dziwnym spojrzeniem, jednak nie zwrócił na to większej uwagi, zbyt zaaferowany zniknięciem Brendona.
on niedziela, 17 marca 2013

Przed wami drugi rozdział. Bardzo się cieszę, że wszyscy przyjęli to opowiadanie tak entuzjastycznie. 
Mam nadzieję, że ten part też wam się będzie tak podobać :) Jestem aktualnie chora, ale się starałam i mam nadzieję, że nie ma żadnych błędów. Ale jeśli są, to wybaczycie mi? 

Indżoj!
***************** 






Spencer niepewnie zmierzał w kierunku gabinetu „szefa”, jak wszyscy nazywali dyrektora szpitala. Tak naprawdę był to równy gość w średnim wieku, ale mimo wszystko budził respekt. Dlatego właśnie Smithowi pociły się ręce i czuł nieznośne ciepło, jakby ktoś właśnie wyłączył klimatyzację w całym budynku. Nie potrzebował wyglądać jak mokry szczur, bo i tak już mu brakowało odwagi i pewności siebie. Pracował tu zbyt krótko, by prosić o tak długi urlop. Do tego McKenziee, bo tak brzmiało nazwisko dyrektora, niechętnie na niego spoglądał, chociaż był naprawdę dobry. Wszystko przez to, że był stanowczo zbyt młody jak na samodzielnego lekarza. To nie była jednak wina Spencera, że przeskoczył w życiu kilka etapów nauki szybciej niż inni. Miał po prostu wyjątkowe zdolności. Dlatego w wieku 30 lat był onkologiem, który mógłby pracować wszędzie. Wolał jednak ten szpital.

- Nie przeszkadzam? - zapytał, kiedy usłyszał zaproszenie by wejść, gdy cicho zapukał. Siwowłosy mężczyzna za biurkiem kiwnął mu dłonią, pokazując by wszedł.
on poniedziałek, 11 marca 2013

Witam Misie! 
Przed wami pierwszy rozdział nowego opowiadania. Jest dłuższy niż rozdziały na moim poprzednim blogu, ale mam nadzieję, że dotrwacie do końca. I bardzo proszę o wyrażanie opinii i klikanie w interakcje. To dużo dla mnie znaczy. 
OK, już nie przynudzam. 
Indżoj! 
********************* 





Zaczęło się niewinnie, od zwykłego zmęczenia. Ale kto w dzisiejszych czasach nie jest zmęczony? Brendon może nie miał jakoś specjalnie wymagającej pracy w swoim sklepie muzycznym, ale monotonia i nuda dawały mu się we znaki.
Dlatego nie przejął się, kiedy był tak zmęczony po powrocie do domu, że nie miał siły zjeść śniadania. Bóle kości wyjaśnił zwykłym przemęczeniem albo nieszkodliwym przeziębieniem. Ale kiedy Brendon złapał kolejne już przeziębienie w ciągu trzech miesięcy, Spencer kazał mu iść do lekarza. Oczywiście, że nie poszedł. Kto normalny z powodu kataru biegnie po antybiotyki?
Pewnego dnia, kiedy Brendon nie odbierał telefonu, przyjaciel nieco zaniepokojony przyszedł do jego mieszkania, a to co tam zastał, w pierwszej chwili przypominało scenę zbrodni. Na jasnym dywanie w salonie była olbrzymia plama krwi i odchodziły od niej mniejsze plamki, zmierzające aż do kuchni. Tam, na zimnych kafelkach, oparty o szafkę, siedział Brendon z zakrwawionym ręcznikiem przyciśniętym do twarzy. Może i Spencer miał jakieś zboczenie zawodowe i w każdym objawie mógł rozpoznać początki raka, ale w momencie, kiedy zobaczył bladego i przerażonego Brendona na kuchennej podłodze, w kałuży krwi, jedyna myśl, jaka przyszła mu do głowy, to tylko nie on...

on niedziela, 3 marca 2013
Witajcie!
Poniżej znajduje się wstęp do nowego opowiadania. Polecam zaglądnięcie w zakładkę "Bohaterowie" i poznanie nieco dokładniej głównych postaci. Mam nadzieję, że to was zaciekawi :)

x.o.x.o.
*******************


AU - Alternatywna rzeczywistość; Panic! At The Disco nie istnieje. 


Przeżyć całe życie w miesiąc? Takie wyzwanie staje przed Brendonem, który nie ma już innego wyjścia. Czasem bywa tak, że nasz pobyt na Ziemi zostaje skrajnie ograniczony i nie mamy innego wyjścia, jak tylko czerpać z życia garściami, nie myśląc o jutrze. Brendon ma te szczęście, że jego przyjaciel jest naprawdę wspaniały i okazuje mu niezwykłe wsparcie, mimo wszystko. 
Brendon pragnąc nadrobić wszystkie stracone lata, nieświadomie zmienia innych ludzi. Jak bardzo może zmienić jedna podróż? Jak wiele można osiągnąć w miesiąc? A jak wiele można stracić?